Bar Pacyfik

wpis w: Przepisy | 0

Bar Pacyfik to przede wszystkim coctail bar z niezwykle ciekawymi pozycjami zarówno drinków jak i napojów bezalkoholowych. Jednak niech to Was nie zmyli, można tam zjeść naprawdę dobrze i ciekawie. Podczas mojej wizyty nie było chyba stolika, na którym nie pojawiłoby się jedzenie więc to mówi samo za siebie. Jeśli o kuchni mowa to warto zaznaczyć, że bar Pacyfik z założenia serwuje dania, które są połączeniem tradycji z nowoczesnością dań z miejsc połączonych wodami Pacyfiku jednak z naciskiem na smaki meksykańskie.


Wystrój lokalu jest nieco surowy i mroczny, ale absolutnie nie można zarzucić mu braku klimatu. Większość miejsc jest siedząca na wysokich krzesłach czy też parapetach, ale można tez rozgościć się przy długim kilkuosobowym stole na samym środku czy też uwaga! łóżku z baldachimem🙂 Z informacji zamieszczonych przez samego zainteresowanego można dowiedzieć się, że wnętrze było projektowane przez zespół architektów, a finalnie miało przypominać stary bar w Meksyku połączony z luksusem kurortów z lat 80-tych. Bardzo ważną informacją jest fakt, że Bar Pacyfik nie prowadzi rezerwacji więc musicie liczyć na szczęście w postaci wolnego stolika o co o dziwo wcale nie jest tak łatwo jakby się wydawało.


Przejdźmy do konkretów.
Na pierwszy rzut oka karta menu różni się od tego do czego przyzwyczaiły nas inne restauracje. Na próżno szukać tu rozgraniczenia na przystawki / dania główne / zupy etc. Natomiast jest ono podzielone ze względu na główny składnik czy też koncept.Przykładowo w „daniach barowych” znajdziemy zarówno smażonego kaktusa, kalafiora w tamaryndowym sosie jak i ceviche z okonia morskiego. Reszta menu nakierowuje nas na tacosy, różne wariacje frytek, bowle czy też wypasione hot-dogi.


JEDZENIE:
KALAFIORKI W TEMPURZE (18PLN): różyczki kalafiora / panko / sos tamaryndowy / tajski ogórek / kolendra / szczypior / wegański chipotle mayo / sezam
Zamówiliśmy je z ciekawości z uwagi na sos tamaryndowy i szczerze przyznam, że jest to bardzo ciekawa kompozycja. Kalafior w japońskiej panierce z panko nie był w środku miękki jak się spodziewałam i świetnie komponował się z sosami, a z dodatkiem nachosów stwarzał dosyć sporych rozmiarów przystawkę.


MAC’N’CHEESE SANDWICH (26PLN): brioche / mac’n’cheese / majonez / keczapacza / kolendra / szczypior
Zbrodnia dla ciała i totalny PORNFOOD dla kubków smakowych! Bo jak inaczej nazwać makaron z serem w lekko słodkiej brioszce polany obficie sosami? Mimo, że jej wielkość mnie początkowo przeraziła, gdzieś w środku żołądka czułam jak moje wewnętrzne łakome „ja” skakało z radości🙂 Nie pamiętam kiedy w swoim życiu jadłam w jakiejkolwiek restauracji taki typowy „American food dream”. Tłusto,kalorycznie,ogromnie..powinni to zdelegalizować😉 Może jedyną drobnostka, do której mogłabym się przyczepić była pikantność, która może dla większości nie stanowiłaby żadnego problemu jednak dla mnie ta ostrość była zbyt intensywna.


MAC’N’CHEESE SANDWICH


TIJUANA STREET FRIES (25PLN): frytki / szarpana wieprzowina lub jackfruit / cheddar / śmietana / guacamole / cebula jukatańska / kolendra / chipotle
Ciekawe, odświeżające danie za sprawą guacamole i cebuli jukatańskiej czyli marynowanej czerwonej cebuli w bardzo oryginalnej marynacie. Wydaje mi się, że w całości jest trochę mniej mięsa niż w przypadku ‚bulgogi fries’ co czyni ta potrawę nieco lżejszą.


BULGOGI FRIES (28PLN): frytki / boczek / cheddar / jalapeno / dymka / sezam / chipotle mayo / keczapacza
Zdecydowanie mogę nazwać to danie „talerzem szczęścia”. Frytki tak jak w przypadku tijuana street fries bardzo dobre-chrupkie na zewnątrz i miękkie w środku. Idealnie komponowały się z dobrze doprawionym mięsem i majonezem, który w tej wersji bardzo przypadł mi do gustu. Elementem chrupiącym była cebulka i  sezam, które jednocześnie odświeżały to danie. Mój faworyt z całego zamówienia.


BULGOGI FRIES


TACOS CARNE ASADA (35PLN): stek rzeźnika / mozzarella / cebula / świeżą salsa verde / pico de gallo Była to zdecydowanie najsłabsza pozycja z wszystkich powyższych. Tortille kukurydziane bardzo szybko stały się rozmiękczone, a mięso było żylaste co w całokształcie stwarzało problemy w jedzeniu nie wspominając już o odczuciach smakowych.


AGUA DE JAMAICA (14PLN): hibiskus / limonka / grenadyna / grejpfrut / soda
To był totalny sztos! Uwielbiam kwaskowate lemoniady,ale to co działo się w tej szklance przechodzi ludzkie pojęcie🙂 Najlepszy kwaśny napój jaki piłam w życiu🙂


Reasumując bar Pacyfik jest jedną z ciekawszych miejscówek na kulinarnej mapie Warszawy. Co bardzo ważne możemy odkryć nowe smaki w przystępnych cenach, a zapewniam że odkrywać jest co- w daniach śmiało można wyczuć naleciałości kuchni Korei, Peru, Japonii czy tez Kalifornii (oczywiście z największym naciskiem na Meksyk). Ogromne chapeau bas dla kucharzy, którzy świetnie dozują pikantność dań, która jest wyczuwalna, ale nie dominuje jedzenia ( przemilczmy proszę ten mac’n’cheese- jestem po prostu ‚anty-ostrym jedzeniowym zawodnikiem’😉).Gorąco Was zachęcam do sprawdzenia Baru Pacyfik, który jest jednym z lokali w Warszawie otwartym do bardzo późna tj 3 w nocy w przypadku piątków i sobót.

Lokalizacja: Bar Pacyfik, ul. Hoża 61, 00-681 Warszawahttp://pacyfik.bar/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *